24 GODZINY WE LWOWIE. RELACJA! Jak spędziłem weekend majowy na Ukrainie!

      Z majówką jest tak, że nie wypada jej spędzać w domu, grillując ze znajomymi. Nie w moim przypadku. Grillować można zawsze. Oczywiście jeśli tylko dopisze pogoda 🙂 Zapach pieczonych kiełbas, smak upieczonego ziemniaka z ogniska, mmm… coś pięknego, ale jeszcze nie czas na takie wybryki. A wyjazd do Lwowa? Na majówkę idealnie! 😀

18901246_1371568482933110_1288165681_o
Lwowski Teatr Opery i Baletu.

To będzie piękna majówka!

      Pakowanie przebiega sprawnie. Wstępny plan zakłada spędzenie dwóch dni na Ukrainie. Następnym razem będę wiedzieć, że nocleg w czasie, kiedy wszyscy mają wolne warto rezerwować z wyprzedzeniem. Ale nie kilkudniowym, tylko kilkutygodniowym 😀 Na tydzień przed wyjazdem najtańszy nocleg oscyluje w granicach 60 zł. Biorąc pod uwagę warunki cenowe na Ukrainie i doświadczenia znajomych wiadomo, że cena ta nie zwala z nóg. Szczególnie jeśli chodzi o studencki portfel :/ Podczas poszukiwania informacji na temat miasta, trafiam na oferty noclegu. Dzień przed majówką. Na pewno znajdę coś taniego. Yhm. A sprawdzę. Sprawdzam. Dziewiętnaście polskich złotych. Dwa ostatnie miejsca. Bierzemy bez zastanowienia. 😀 Bilety na pociąg kupione, plecaki spakowane, przewodnik przeczytany, plan wycieczki przygotowany. Ruszamy! 😉

18869835_1371604686262823_1363325401_o
Kiedy spytasz Polaków, czy mogą zrobić zdjęcie 😀

Pociąg się spóźnił!

      Na Dworcu Głównym pojawiamy się o 3:05. Uff, mamy jeszcze niecałe pół godziny. Tym razem nie musieliśmy wziąć taksówki 🙂 Ale co to? Jak to? Naszego pociągu nie ma na rozkładzie. Kraków – Przemyśl? Nic z tych rzeczy. Najbliższy na wschód przyjedzie dopiero po 5:00. Coś się nie zgadza. Może z dworca na stacji Kraków Płaszów? Faktycznie, istnieje taka informacja na bilecie. Ehh. To gdzie jest jakieś taxi? 😀

      Docieramy na miejsce. Do domniemanego przyjazdu pociągu pozostało kilka minut. Dobiegamy do tablicy informacyjnej i… Nie ma naszego pociągu!? Ehh PKP, że też mnie to nie dziwi. Pociąg opóźniony 40 minut. Czekamy. W międzyczasie konduktor, którego spotykamy opowiada, że pewnie opóźnienie będzie jeszcze większe. PKP. Zapowiada się piękna podróż 😉

Witaj Ukraino!

      Około 8:00 docieramy na dworzec w Przemyślu. Rzadko kiedy dworzec kolejowy robi wrażenie. Ten robi. Jeszcze jak! 😀 Stamtąd pieszo udajemy się na dworzec PKS. Na samiutkim końcu, za kantorem znajdujemy oczekujący bus. „Za ile ma Pan odjazd?” „Jak się zapełni.” Wschód, czuję wschód 😀 Wymieniamy pieniądze, wsiadamy, dojeżdżamy do granicy. Na miejscu zastajemy typowy, przygraniczny krajobraz. Wyroby ukraińskie, w domyśle tańsze, sprzedawane są z kilkunastoprocentowym przebiciem cenowym. Taniej kupić, drożej sprzedać i wódki też się napić. Mijamy kilkanaście babuń opatulonych w kwadratowe chusty z alkoholem w rękach. Dziękujemy. Nie tym razem 😉

18836469_1371568209599804_211520921_o.png
Przejście graniczne w Medyce. W tę stronę to formalność 😀

      Przejście w Medyce pokonujemy pieszo. Kontrola paszportowa. Formalność. Po ukraińskiej stronie podczas kontroli dostajemy po pieczątce z wybitą datą. Kolejny wpis do paszportu jest mój! Witaj Ukraino! Kilkadziesiąt metrów za przejściem granicznym wsiadamy do tradycyjnego ukraińskiego pojazdu komunikacji miejskiej i międzymiastowej. Marszrutka 😀 Wielki żółty lub biały bus przewożący pasażerów. Płatność oczywiście przy wysiadaniu. Za kierownicą siedzi typowy Sasza w typowo wschodniej kabinie. Przynajmniej tak sobie ten wschód wyobrażałem. Wisiorki, koraliki, sukna dywanowe, ikona Matki Boskiej. Już mi się podoba 😀

Marszrutką do Lwowa!

      Po prawie dwóch godzinach jazdy przez wertepy, pobojowiska, mniejsze i większe kawałki prostego asfaltu dojeżdżamy na miejsce. Okazały budynek i mnóstwo marszrutek zgromadzonych na ogromnym placu pozwala przypuszczać, że to dworzec główny 🙂 Nieznajomość cyrylicy nie pomaga. Dla pewności, że w drodze powrotnej wsiądziemy w dobry pojazd, który dowiezie nas do granicy, a nie na przykład do Kijowa cykamy fotkę. Jest południe. Za nie co ponad 24 godziny wracamy w to samo miejsce. Nie ma co zwlekać. Chodźmy!

18818062_1371591832930775_591538223_o.png
Marszrutka! 😀

Pomnik Bandery!

      Spokojnym krokiem kierujemy się w stronę centrum. W razie niepewności, w którym kierunku pójść, pytamy starszych babuszek, oczywiście opatulonych w kwadratowe chusty. Przypadkiem trafiamy na siedmiometrowy pomnik zbrodniarza Stefana Bandery, który znajduje się na Placu Kropiwnickiego obok kościoła Św. Elżbiety. Za nim widnieje wykonany w iście sowieckim stylu łuk triumfalny, względnie przypominający szubienicę. Opinie na temat samego pomnika pozostawiam wam. Nie mniej jednak warto jeszcze raz spojrzeć na kościół, ponieważ znajduje się w najwyższym punkcie Śródmieścia, dokładnie na wododziale Wisły i Dniestru. Mówi się, że woda z każdej połaci dachu spływa do innego morza. Ot ciekawostka 😉 Ruszamy dalej.

18836555_1371568219599803_1751487603_o
Pomnik zbrodniarza Stefana Bandery.

Opera lwowska, czy Teatr Słowackiego?

      Niespodziewanie zza rogu ukazuje nam się krakowski Teatr Słowackiego! Lwowska Opera Narodowa, a w pełniejszej nazwie Lwowski Teatr Opery i Baletu. Z zewnątrz gmach mimo wszystko przypomina ten krakowski teatr. Wydaje mi się, że opera jest jednak nieco bardziej dostępna dla oglądających. Vis-a-vis frontu mamy fontannę, nie mały plac spacerowy i Prospekt Swobody z drewnianymi budkami, w których można kupić pamiątkę z Lwowa oraz inne ukraińskie wyroby. Takie małe, drewniane Sukiennice 😀

18838556_1371568232933135_1042050666_o
Ukraińska Aleja Wolności, czyli Prospekt Swobody.

      Mimo wszystko Kraków raczej nie kojarzy się głównie z Teatrem Słowackiego. Praga ma swój Most Karola, Budapeszt Parlament, Wiedeń Belweder, Kraków Sukiennice, a Lwów swoją Operę. Musi być w niej zatem coś wyjątkowego 😉 Ponieważ podczas majówki we Lwowie każdy chce zobaczyć Jezioro Łabędzie lub Straszny Dwór za śmieszne pieniądze, nam już nie udaje się kupić biletu. Na pewno jednak musimy zajrzeć do środka. Ale to jutro, kiedy nie będzie żadnych występów i wnętrze jest dostępne dla zwiedzających. Kilka pamiątkowych zdjęć i idziemy dalej 😀

18818284_1371700102919948_20252127_o
Klasyczne selfie z Operą w tle 🙂

Kaplica, za którą warto zapłacić!

      Kolejny punktem przystankowym jest Bazylika archikatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jeden z najstarszych i najpiękniejszych kościołów Lwowa. Analogia do krakowskiej świątyni nasuwa się sama 😉 W środku znajduje się kopia obrazu Matki Bożej Łaskawej. Oryginał przechowywany jest nigdzie indziej, jak w Krakowie, na Wawelu 😀 Następnie swoje kroki kierujemy w stronę Kaplicy Boimów, o pięknie wyrzeźbionej fasadzie. To zupełnie jakby przespacerować się do Kościoła Św. Wojciecha na krakowskim rynku 😀

18870160_1371590382930920_930949266_o.png
Część fasady kaplicy Boimów.

      Nie ważne. Na kopule znajduje się pomnik Chrystusa Frasobliwego. Widnieje także inskrypcja: „Ten, który tędy przechodzi, niech zastanowi się, czy jego smutki są większe niż moje”. Ponieważ nie ocenia się książki po okładce, za symboliczną opłatą wchodzimy do środka. Tam też uderza w nas bogactwo ornamentów i rzeźb. Swoją uwagę zwraca przede wszystkim iluzjonistyczne sklepienie. Warto też spojrzeć w stronę nietypowej rzeźby sceny Ostatniej Wieczerzy. Spod stołka jednego z Apostołów wyłania się postać diabła. Dlatego też biskup lwowski nie chciał poświęcić tej kaplicy. Ot ciekawostka 😉 Ruszamy dalej.

18901575_1371590439597581_1343229274_o.png
Wnętrze kaplicy naprawdę robi wrażenie!

Wystarczyło wyjść poza centrum!

      Podobnie jak w Krakowie, aż roi się tu od kościołów i wszelkich innych sakralnych budowli. Wstępujemy do kilku z nich. Utwierdzają nas tylko w przekonaniu, że pomimo różnic w stylach i zabudowie, są zupełnie do siebie podobne 🙂 Delikatnie schodzimy z utartych szlaków. O ile w centrum kamienice wołają do nas, by na moment przykuć naszą uwagę, o tyle poza nim część zabudowań wolałaby pozostać w ukryciu. Wśród tych bocznych uliczek doskonale widać jakim miastem jest Lwów. Jest biednym miastem. Odrapane fasady budynków, niszczejące ogrodzenia, tramwaje, które lata świetności mają już dawno za sobą :/ Kontrasty. Mnóstwo kontrastów. Pośród samochodów, z których część powinna przebywać na emeryturze w muzeum, przemykają luksusowe mercedesy i inni przedstawiciele zachodniej motoryzacji.

18838659_1371590229597602_309819293_o.png
Jedno z napotkanych lwowskich podwórek.

Żydzi!

      Aby dopełnić obrazu kontrastu, warto wspomnieć, że przed wojną Lwów, jak wiele innych polskich miast był wielokulturowy. W okresie międzywojennym był jednym z najważniejszych skupisk ludności żydowskiej na ziemiach II Rzeczypospolitej. W szczytowym momencie Żydzi stanowili około 40% populacji miasta w liczbie około 150 tysięcy! Dlatego też udajemy się w miejsce spalonej przez niemieckich żołnierzy synagogi żydowskiej Złota Róża, której fragmenty przetrwały do dziś. Na ścianie synagogi widnieje tablica, a obok niedawno oddany do użytku pomnik Żydów lwowskich, gdzie na kamiennych blokach znajdują się napisy w języku hebrajskim, angielskim, ukraińskim, rosyjskim, niemieckim i polskim. Poza fragmentami murów, do naszych czasów zachowała się tylko jedna synagoga.

18869648_1371568262933132_1851888924_o
Napis na jednym z pomników Żydów lwowskich.

Ale to miasto ma klimat!

      Zataczając koło wokół rynku docieramy do pomnika Iwana Fedorowa, rosyjskiego drukarza, wokół którego starszyzna lwowska na tzw. pchlim targu sprzedaje najrozmaitsze starocie, od sowieckich emblematów, poprzez Mein Kampf, książki literatury ukraińskiej, ale także polskiej, aż na płytach vinylowych kończąc 😀 Dalej zmierzamy w stronę obronną Lwowa. Mijamy jedyną zachowaną Basztę Prochową oraz Arsenały: Królewski oraz Miejski 😉

18870488_1371590146264277_1663466798_o.png
Kadr z przechadzki po jednej z ulic lwowskich.

     Ponieważ jest już solidne popołudnie, kierujemy swoje kroki w stronę jednego z polecanych miejsc. Niestety czas oczekiwania na danie w knajpie pod Arsenałem oscyluje w granicach godziny. Swoją drogą zapisywanie imion oczekujących na kredowej tablicy, wymazywanie obsłużonych i dopisywanie kolejnych klientów już dawno powinno odejść do lamusa. Nie ważne 😉

18838736_1371619442928014_2079406151_o.png
Dobrze jest na chwilę zgubić się wśród krętych uliczek 😉

      Delikatnie zgłodniali zmierzamy ciasnymi uliczkami na rynek. Delektujemy się niewątpliwym klimatem miasta. Zewsząd zdaje się słyszeć język polski. W końcu jeśli chodzi o ceny na Ukrainie, Polak we Lwowie czuje się jak Anglik w Krakowie. Ach… Znów ta analogia 😀 Pozwalamy sobie zgubić się między kamieniczkami. Obserwujemy ludzi, architekturę z dala od zgiełku i gwaru zatłoczonych ulic. Chłoniemy czar tego miasta 🙂

18838470_1371590352930923_46824989_o.png
Natalia jest taka wysoka, czy wejście takie niskie? 😀

Zjem i idę spać!

      Wkraczamy na rynek. Cztery studnie rozmieszczone w czterech rogach rynku. Czterdzieści cztery kamienice reprezentujące przeróżne style architektoniczne, opowiadające o długiej historii miasta. Swoją uwagę zwraca oczywiście czarna kamienica, zbudowana z ciemnego piaskowca. Nieopodal mieści się Muzeum Historyczne, do którego oczywiście wstępujemy 😉

18836138_1371590239597601_1469984320_o.png
Fasady kamienic lwowskiego rynku. Po prawej stronie najdroższa kamienica we Lwowie.

     Pośrodku rynku umiejscowiony jest ratusz, wraz ze swoją sześćdziesięciometrową wieżą, z której rozpościera się widok na stare miasto. Tę atrakcję jednak, zostawiamy na jutro 😉 Wszędzie oczywiście tłoczy się mnóstwo przyjezdnych turystów, którzy podobnie jak my, po całodniowych wojażach szukają knajpki, w której mogą najeść się do syta. Zupełnie jak na krakowskim rynku 🙂

18901233_1371590166264275_1843205734_o.png
Ratusz.

      Zmęczeni udajemy się do Puzzatej Chaty, gdzie kosztujemy ukraińskich specjalności 🙂 Po obiadokolacji kontynuujemy nasz zwyczajny spacer ulicami Lwowa. Na jednej z fasad natrafiamy na odrapaną, ale wciąż czytelną tablicę, która przypomina o polskości tego miasta. Po dniu pełnym wrażeń docieramy do hostelu. Na miejscu potwierdzamy rezerwację. Dostajemy kluczyk do pokoju i po długim prysznicu zasypiamy, by jutro wyruszyć w dalszym ciągu eksplorować miasto i odkrywać jego tajemnice 😉

18836240_1371590552930903_1506185888_o.png
Podczas przechadzki natrafiamy na tablicę napisaną w języku polskim i hebrajskim.
Reklamy

2 thoughts on “24 GODZINY WE LWOWIE. RELACJA! Jak spędziłem weekend majowy na Ukrainie!

Zostaw po sobie komentarz ;)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s